- Już, Haneczko, zaraz będziemy, za momencik, już wychodzę, Michał, zabrałeś płaszcz? Tak, Haneczko, ja, Stasia i Michał... Liwki nie będzie, Petronela... sama wiesz. Oczywiście, że się nią zajmą. W zeszłym roku siedziała cały miesiąc bez jednego dnia, pamiętasz zresztą, no tak... Liwka, nie zapomnij posmarować ucha, musisz zagoić do niedzieli. Już, kochana, już, wychodzimy, Michał...?
Drzwi zatrzaskują się za panem Purczewskim. Zostaje sama.
Cały wieczór miała spędzić samotnie. Nikt nie będzie tańczył, rozlewał szampana ani życzył szczęśliwego bógwieczego w świętym przekonaniu, że owo bógwieco naprawdę będzie szczęśliwe.
Może nie tak do końca samotnie. Pod obecność matki nie mogła wpuszczać kotów do mieszkania, ale teraz jest sama. Uchyla drzwi i do salonu wślizgują się dwie kudłate glisty. Liwia włącza telewizor i rozsiada się na podłodze przed odbiornikiem. Jakiś wybotoksowany elegancik ze sztuczną szczęką z udawanym entuzjazmem relacjonuje przebieg noworocznej imprezy w Pcimkach Większych. Prędko zmiena kanał. Wyskakuje Freddie Mercury, 1986 rok, Węgry. Koty wdrapują się na nią i wtulają w jej tłuściutkie uda. Ociera rękawem łzy. Zapowiada się wspaniały sylwester.
***
- ...Dziesięć, dziewięć, osiem, siedem, sześć, pięć, cztery, trzy, dwa, jeden... Szczęśliwego nowego roku!
Brzęk kieliszków, śmiech, życzenia. Tupot obolałych stóp. Ktoś upuszcza kieliszek; szampan rozlewa się po parkiecie, ktoś nadeptuje na szkło, jakaś kobieta woła: "zadenzyfikujcie, stensyfikujcie...", inna: "do przyszłego roku się zagoi!" Ktoś podkręca muzykę - ustawia się pociąg, wszyscy zgodnym głosem wyśpiewują: "Suzanna, I'm crazy loving you!" Wszystko spowija gęsty papierosowy dym.
Przez lekko uchylone okno wpada podmuch lodowatego wiatru. Na zewnątrz wirują płatki śniegu; spadają potem na ziemię, tworząc białą pierzynę.
W rogu sali stoją dwaj zarośnięci mężczyźni; wyższy podtrzymuje niższego, obaj chwieją się na nogach. Młodszy drapie się po kudłatym łbie.
- Mówią tyle teraz że dobro, i że zło... że trza rozpoznać... a ja ci powiem, ten... ha, c i p o w i e m, rozumiesz?... że ja wiem, które jest dobre, a które złe, tak robię, słuchaj: najpierw patrzę czy wino, czy baba, potem czy młode, czy stare... jak młoda baba, to dobre, jak stare wino, też dobre. Innej - możliwości - nie ma! - Śmieje się, zadowolony z perory.
W rogu sali stoją dwaj zarośnięci mężczyźni; wyższy podtrzymuje niższego, obaj chwieją się na nogach. Młodszy drapie się po kudłatym łbie.
- Mówią tyle teraz że dobro, i że zło... że trza rozpoznać... a ja ci powiem, ten... ha, c i p o w i e m, rozumiesz?... że ja wiem, które jest dobre, a które złe, tak robię, słuchaj: najpierw patrzę czy wino, czy baba, potem czy młode, czy stare... jak młoda baba, to dobre, jak stare wino, też dobre. Innej - możliwości - nie ma! - Śmieje się, zadowolony z perory.
August patrzy na wszystko sponad ramienia hałaśliwej blondynki. Jest tak pijany, że jej czerwona bufiasta sukienka myli mu się z obiciem kanapy.
- Misiu... - blondynka syczy mu do ucha, bawiąc się jego włosami. - Misiu Augidżisiu... - syk przeradza się w śmiech. August odsuwa się ze wstrętem.
Więcej nie piję, myśli. Trzeba było słuchać matki i wziąć tylko tysiąc. Nic, przynajmniej dziewczyny się bawią - spogląda na blondynkę uroczo haftującą pod stołem. Złoty Cielec dostanie od Augusta Ricza negatywną opinię, ot co.
Wstaje, popychając przy okazji zwinietą na podłodze kobietę. Nawet nie myśli jej przeprosić. Kieruje się prosto do wyjścia. Przy samych drzwiach potyka się o butelkę po wódce.
- Chryste - jęczy. - Zacznijcie już sprzątać, może za rok będzie czysto - warczy w stronę ciecia stojącego przy drzwiach.
- Chłopczyku, wiesz jak tu zimno... daj coś, no wiesz... kilka złociszy... Na rozgrzewkę... - Od smrodu z ust ciecia Augustowi zbiera się na wymioty.
- Ani mi się śni, cholero jedna! Jeszcze czego, żebym pijusowi na wódę dawał. Niedoczekanie. - Tak jakbym sam był trzeźwy, dodaje w myślach. Szybkim krokiem rusza przed siebie.
- Wziąłbyś się do roboty, to by ci zimno nie było - rzuca za siebie, krusząc zamarznięte kałuże.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz